środa, 15 sierpnia 2018

Transfogarska - Transalpina

Dawno planowana i odkładana Transalpina i Transfogarska w końcu doczekała się realizacji. To już nasz kolejny wypad na Rumunie, dojazd mamy ogarnięty - jak najszybciej Słowacją i Węgrami, Rumunia by dotrzeć pod drogę 67C


Czas jest dobry ale pogoda zaczyna się psuć, szukamy noclegu, kolega dobrze zna ten teren zimą śmiga tu skuterami. Będziemy spać u "babki" pokój dzielimy z 2 panami ze śląska przy okazji uczymy się trochę gwary ślunskiej, próbujemy palinki i lokalnego jedzenia.





Rano jest bardzo rześko około 10 stopni, szybka kawa omlecik pakujemy się na najfajniejszy odcinek Transalpiny. Widoki cudo, co chwile drogą spaceruje osiołek lub krowa, nie mam pojęcia czy są czyjąś własnością bo jest ich całkiem sporo i wszystkie luzem :) Na szczyt wdrapujemy się serpentynami, wjeżdżając wyżej odsłaniają nam się piękne połoniny, masa zakrętów co jakiś czas robimy fotki, kamerka kreci filmiki. Nasi slunscy koledzy trochę ślamazarnie radzą sobie po zakrętach ale maja dość duże motocykle. Na szczycie się z nimi żegnamy i zjeżdżamy w dół by później zakręcić koło i wrócić do miejsca noclegu. 













Jak zawsze zjeżdżamy trochę w boczne drogi, przez las, łąki nasze motorki są trochę ciężkie ale dajemy rade ;) Pod wieczór obieramy kierunek na trasę Transfogarską - hotel znajdujemy jakieś 10 km od szczytu 








Wcześnie rano opuszczamy hotel i jedziemy na szczyt Transfogarskiej, to trzeba samemu zobaczyć bo zdjęcia nie oddają tego nawet w połowie. Na szczycie pijemy kawkę zjeżdżamy w dól i obieramy kierunek parku Apuseni. Plan był taki by zostać jeszcze jednej dzień ale po sprawdzeniu prognozy decydujemy się wrócić. Na Słowacji zastają nas burze, jedziemy s błyskach fleszy i deszczu ale szczęśliwie docieramy do domu  
























niedziela, 22 lipca 2018

Lipcowa Chorwacja

Plan był szybki i dość spontaniczny.... niestety pogoda na Mazurach i Bałtykiem nie dopisywała, obraliśmy na cel Chorwację. Jakieś drobne przygotowania typu zielone karty, dodatkowe ubezpieczenia, pakowanie i ruszamy w środę rano.


Pogoda również nie dała za wygrana i w deszczu męczymy się aż do Budapesztu, uzbrojeni w przeciwdeszczowe kombinezony wybieramy autostradę (Słowacja darmowa, Węgry płatna dla motocykli około 20 zł za 10 dni) Kilometry uciekają mijamy Balaton wjeżdżamy do Chorwacji, by wieczorem zawitać nad morzem :) 





W znalezieniu noclegu wspomagam się trochę internetem, lecz szybko dajemy za wygraną bo w żadnym z apartamentowy nie ma właściciela tylko wczasowicze... Na szczęście w restauracji znajdujemy pomoc i właścicielka dzwoni do znajomych  mamy gdzie spać :) Ceny nie są jakoś wygórowane można śmiało znaleźć do 100 zł. Następny dzień to kierunek Makarska gdzie są znajomi. Jedziemy cały czas wybrzeżem widoki świetne. Nawigacja trochę gubi by ominąć autostradę przejeżdżamy podwórko jakiegoś Pana lądujemy na kamienistej drodze ale szybko trafiamy z powrotem :) Dziwi nas widok ułożonych kamieni odgradzających pola, dopiero później zgłębiamy temat mniej więcej wiemy o co chodzi.










Po południu docieramy do celu i znajdujemy znajomych, później plaża i girll;) na następny dzień jedziemy na górę SV Jure. Wspinamy się wąską krętą droga, widoki przepiękne, konie biegające dziko, co jakiś czas w nieckach widać małe ogródki z warzywami, ciekawe kto się nimi zajmuje? jak wszędzie tak daleko i dojazd ciężki.














Później udajemy sie w stronę Bośni i Hercegowiny. Jest bardzo gorąco temperatura dochodzi do 26 stopni. Granice przekraczamy spokojnie i szybko. Bośnia to ciekawy kraj z ciężką historią, mijamy ostrzelane budynki, zostaje jeszcze kilka pamiątek po wojnie. Jadąc kolejne kilometry widzimy wioski typowo chorwackie, bośniackie i serbskie. Kościoły przeplatają się z meczetami, widać podział kraju. BiH nie jest w uni dlatego brak internetu ogranicza mapy Google i nawigacja wywaliła nas na nową autostradę, tunele zrobione idealnie no ale chcieliśmy przejechać Sarajewo niestety wylądowaliśmy na obwodnicy :/ no nic następnym razem.

















Nie mamy waluty chociaż wszędzie można zapłacić kartą, ale na nocleg wybieramy Chorwację. Na granicy trochę tłok ale na szczęście to nie Ukraina gdzie trzeba czekać w kolejce za samochodami i wjeżdżamy bokiem , celnik tylko kątem oka spogląda na paszporty, wbija pieczęć i można jechać dalej. Szybko znajdujemy nocleg. Następny dzień ruszamy w stronę domu zahaczając o Balaton



Woda w miarę ciepła, płytko ludzi masa, ceny dość wysokie zatrzymujemy się na parę godzinek. Jemy słabą trochę pizze ale popijamy dobrą lemoniadą i można jechać w kierunku Budapesztu tam burza, ciężko o miejsce w hotelu ale znajdujemy swój ze śniadaniem, rano wjazd na most i troszkę zwiedzania z moto i dom :) Chciałoby napisać się więcej ale pewne rzeczy trzeba samemu zobaczyć o pewnych się nie pisze, entuzjazm do opisania wycieczki był mega, później jakby zniknął... Na dole trasa jaką przejechaliśmy może mało ale dopiero się uczymy dalekich wycieczek. 

Jak przebiegała trasa:

Tylko taki krótki filmik tym razem:




Pościk

Park Narodowy „Połoniny”

  Kolejna wycieczka jednodniowa tym razem przekraczamy przejście graniczne ze Słowacją niedaleko Komańczy. Po drodze mijamy pamiątki z wojny...

 

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *